Albanka z modeliną i inne jaja

Tutaj możemy uzyskać odpowiedzi na wszelkie problemy związane z dbaniem o naszą kochankę

Moderator: Moderatorzy

Tomaszb
Początkujący
Początkujący
Posty: 16
Rejestracja: 18 sierpnia 2012, 08:50 - sob
Lokalizacja: Białystok

Albanka z modeliną i inne jaja

Post autor: Tomaszb » 01 września 2012, 00:48 - sob

Dzień dobry się z Koleżeństwem,
Skoro to mój pierwszy post na forum, pozwolę sobie się przedstawić. Mam na imię Tomasz, mieszkam w Białymstoku. Wymiary pominę, bo to nie konkurs na Bambaryłę Roku; wiek też, bo w tej kategorii także, zdaje się, się nie ścigamy. I dobrze, bo mógłbym wygrać w przedbiegach, a na tanich sukcesach mi nie zależy.

Mili fajczarze, drodzy współgłaskacze kominów, mam problem. Mój problem to moja faja, jakkolwiek by się to nie kojarzyło. Mam mianowicie taką albankę kupioną jakieś 25 lat temu. Noname, nawet "real briar" nie ma. Bo ja, rozumiecie, fajczyłem, fajczyłem, potem na długie lata zarzuciłem, a teraz wracam do tego miłego procederu.

To była moja pierwsza fajka, więc mam do niej sentyment jak Wanda Wasilewska do Józefa Stalina. Po zakupie paliłem w niej często i gęsto (w fajce), jednak w pewnym momencie doznała ona dość radykalnego uszkodzenia. Wzięła i pękła po upadku z zaledwie kilkunastu metrów, albańska tandeta. Jednocześnie ułamała się część przewodu dymowego przy połączeniu z ustnikiem. Niby nic, jak to na wojnie. Moja ulubiona żona była łaskawa skleić komin i - chwała Jej za to! - dosztukować przewód dymowy przy pomocy modeliny. Pamiętajmy, że Hermol był na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku podstawowym sposobem sklejania i nałogowego wąchania różnych rzeczy. Jeśli ktoś, zamiast wąchać, skleja mi Hermolem fajkę, to ja go lubię i ciągnę do ołtarza. No i pociągnąłem, ale o tym to może opowiem w programie "Jak oni wąchają na kłodzie".

Pęknięta fajka sklejona, zamodelinowana, i dobrze. Pali się pięknie, dymek niezgorszy. Czort podkusił, zalazłem do Fajkowa. A tam, wiadomo: książkę o renowacji z autografem autora na krzywy ryj pożyczyli, w kawał karnauby i próbki tytuniu wyposażyli, no normalnie nic, tylko fajki restaurować! No to się wziąłem. Niezgrabnie paluchami i papierem 320 wnętrze komina aż za bardzo wytarłem, ustnik w spirytus wrzuciłem, zakąskę naszykowałem (no bo w końcu przestanie się moczyć, co nie?), wstępnie wyczyściłem z zewnątrz. Przy okazji okazało się, że albański wrzosiec jest podobny do drobnoziarnistego korka. Zaobliłem kancik rima, bo skoro noanme, to se przerabiam na Walatówkę, khekhe...

No i została mi do obrobienia modelina. Kurde, próbowałem papierem ściernym, kotem (odwróconym na grzbiet, bo to kocur, a nie chciałem zadziorów ani na fajce, ani na kocie), żoniną lokówką, gremplarką, kalwadosem (przepraszam, zagalopowałem się: kalwados wypiłem), maszynką do usuwania zmechacenia z wełnianych sweterków w serek, cepem, ale nic, dupa. W sensie że modelina nie poddaje się zabiegom.

No to na koniec po tym autobiograficznym króciusieńkim wstępie pytanie jest takie. Czy może ktoś z Koleżeństwa podczas wojny modelinował fajeczkę i wie, jak by tę modelinę można wypolerować? Nie chcę jej całkiem zdejmować, bo to pamiątka, ale ładnie i na równo wyszlifować (fajka, jak wspomniałem, pękła na pół, jednak tego pęknięcia także nie zamierzam maskować - historia!). Proszę o niedoradzanie namaczania modeliny w alkoholu, gdyż ponieważ alkohol ma silne właściwości absorpcyjne i zanim nasączy cokolwiek, nasącza mnie. No, chyba że 50-letnia whisky, to takie rady to ja poproszę, mimo że nieskuteczne.

Eee, tego, najmocniej przepraszam, czy ja się nie rozgadałem? A, no tak, jak zwykle. Wojna swoje prawa ma, wybaczcie. A wiecie, jak to w 45. nas otoczyli i tego... a, likarstewka i lulu. Nu, da i budzie. Do uwidzenia się z nimi i bądźcie zdrowi.

Podpisano: Tomek znany jako Leśny Ziomek.

PS. Jak obczaję, jak się wrzuca fotki, to zapodam zmodelinowaną fajeczkę i gołą babę.
Awatar użytkownika
jar
Moderator
Moderator
Posty: 1642
Rejestracja: 25 listopada 2007, 14:46 - ndz
Lokalizacja: Bydgoszcz
Kontakt:

Re: Albanka z modeliną i inne jaja

Post autor: jar » 01 września 2012, 16:09 - sob

Miło powitać na forum.

Jak wiadomo, jakość palenia w danej fajce zależy od odpowiedniego przysposobienia/curingu wrzośca czyli "wygonienia" zeń kwasu taninowego i jego produktów oraz różnych "soków" (ang. sap). No i należy, by wykonawca zapewnił fajce odpowiednie warunki "pracy" czyli aby wrzosiec mógł "oddychać"/wykazać się swymi walorami. Silnie w tym mogą zaszkodzić np. lakierowanie powierzchni fajki czy stosowanie niektórych tzw. prekarbonizatów składających się z tzw. szkła wodnego zabarwionego tuszem kreślarskim.

Ale pamiętajmy, iż fajka "no name" z tzw. najniższej półki jeśli jest wykonana z odpowiednio przygotowanego materiału i nie popsuta przez producenta np. wspomnianymi procederami po prostu zapewni smaczne palenie.

Jeśli o modelinę zaś chodzi, to jest to kompozycja ceramiczna czy ceramikopodobna, utwardzana termicznie tak jak np. porcelana, glina, etc. Należało by najpierw ustalić twardość (w skali Mohsa) danej modeliny. I do tego współczynnika twardości trzeba dobrać odpowiednie narzedzie/materiał ścierny. Wiele porcelan i porcelitów ma twardość ok. 7 w przywołanej skali. Do obróbki takiego materiału należy stosować narzędzia czy to ręczne czy mechaniczne - odpowiednie frezy i tarcze szlifierskie z np. tungstenu czy diamentu (powierzchnie robocze "uzbrojone" pyłem diamentowym).

Zakładając iż w danym przypadku nie ma się do dyspozycji profesjonalnej wiedzy i profesjonalnej pracowni, można zasugerowac np. poproszenie o pomoc pracownię protetyki stomatologicznej czy zakład szlifowania kamieni tzw. jubilerskich. Drobne operacje tego typu można spróbować przeprowadzić przy użyciu…pilnika do paznokci o powierzchni zadanej pyłem diamentowym, tungstenowym etc. Pamiętajmy, iż takie szlifowanie należy przeprowadać nie doprowadzając opracowywanego elementu do wyższych temteratur, czyli, jeśli potrzeba - punktowo chłodząc wodą (jak przy szlifowaniu kamieni) czy działając "na niskich obrotach" w przypadku stosowania końcówki szlifierskiej w jakiejś maszynce.

Jak zawsze

Jacek A. R.

P.S. A za gołą babę pięknie dziękujemy. Może być biedaczce nieswojo w klębach dymu tytoniowego - wszak to forum fajczarskie !
Im więcej wolno, tym mniej wypada.
Tomaszb
Początkujący
Początkujący
Posty: 16
Rejestracja: 18 sierpnia 2012, 08:50 - sob
Lokalizacja: Białystok

Re: Albanka z modeliną i inne jaja

Post autor: Tomaszb » 02 września 2012, 17:01 - ndz

Hmmm, no dobra, wycofuję się z gołej baby, choć uważam, że dobra baba to nie tylko baba goła, ale też lubiąca zapach dymu. Moja, mimo że nie ma w zwyczaju paradować po chałupie na golasa, za co niech będą dzięki niebiosom, lubi się powędzić i nie przeszkadza jej nawet Latakia (mniam). A fajka chyba rzeczywiście niczegowata, nie odczuwam różnicy między nią a Kulpinką, choć to oczywiście kwestia wyrobienia smakowego, którego mnie, po latach niepykania, a zamiast tego wciągania dymu papierosowego, zapewne brakuje. Ale faktem jest: nie jest ważne, czy fajkę wykonała uznana pracownia, czy małe albańskie rączki, ważna jest jakość użytkowania. Między innymi dlatego tak ją lubię (fajkę, babę ze zgoła innych powodów): niezależnie, jaki tytoń się do niej włoży, pali się fajnie. No, Poniatowskiego może bym nie zaryzykował. I ma grube ścianki, dzięki czemu mogę sobie sążniściej pociągnąć (co zrobić, lubię na gorąco). Pewnie lubię ją ze względu na sentyment i wspomnienia, ale czy to ważne...

Lakier, którym była pokryta, zszedł łatwo i bezproblemowo przy użyciu papieru 320 i 400. Inaczej rzecz się ma z kolejną fajeczką, którą wziąłem na warsztat. Bejca, lakier, wniknęły głęboko i obawiam się, że ręcznie trudno mi będzie pozbyć się paskudnego wiśniowego kolorku. Chyba czeka mnie bejcowanie... Tutaj akurat nie będę ingerował w kształt, bo to klasyczny billard, a zatem nie będę usuwał zbyt wiele materiału. Mógłaby dziwnie wyglądać po mocniejszym nierównym szlifowaniu. Ale co ja tu plotę nie na temat!

Pięknie dziękuję za odpowiedź. Spróbuję pilnikiem, a jak mi nie wyjdzie, może rzeczywiście narażę się na dziwne miny u protetyka. Na razie idę pobuszować w żoninych przyborach. Ale będzie buba :)))
Awatar użytkownika
jar
Moderator
Moderator
Posty: 1642
Rejestracja: 25 listopada 2007, 14:46 - ndz
Lokalizacja: Bydgoszcz
Kontakt:

Re: Albanka z modeliną i inne jaja

Post autor: jar » 02 września 2012, 17:28 - ndz

- jak wspominaliśmy, jakość/smak palenia zależy od jakości wrzośca oraz jego przygotowania do zrobienia zeń  fajki oraz od tzw. inżynierii tejże. Pozostawiając ten ostatni czynnik na boku, niech mi będzie wolno zatrzymać się na moment nad tą pierwszą sprawą w ścisłym nawiązaniu do wspominanej kwestii lakieru na powierzchni główki i trzonu (ang. bowl i shank) czyli elementów drewnianych.

Sprawa polegać może nie tylko na mechanicznym usunięciu lakiery. Mógł on bowiem "nieuprzejmie" wniknąć w struktury wrzośca i tam pozostawiając swe produkty/"ducha" niedobrze wpłynąć na smak i jakość palenia. Tak więc, gdyby się nie daj Boaże okazało, iż mimo usunięcia lakieru (i upewnieniu się, że inżynieria fajki jest OK) smak palenia jest jakoś nie taki, to należało by zastosować kąpiel w spirytusie (lub innym środku - acz sam środków innych nie stosowałem i nie planuję stosować) lub nawet tzw. metodę profesorską (spirytus+sól) - oba tematy szeroko omawiane. Jak piszą niektórzy Koledzy, dobre wyniki daje też metoda termiczna/wygrzewanie, opisy też na naszym Forum.

Jak zawsze

Jacek A. R.

P.S. Zakładam, że buba to coś super fajnego, niektórym kojarzyć się może z postacią z kabaretu "Formacja Chatelet".
http://www.youtube.com/watch?v=P9A3khGtoGc" onclick="window.open(this.href);return false;
Im więcej wolno, tym mniej wypada.
Tomaszb
Początkujący
Początkujący
Posty: 16
Rejestracja: 18 sierpnia 2012, 08:50 - sob
Lokalizacja: Białystok

Re: Albanka z modeliną i inne jaja

Post autor: Tomaszb » 02 września 2012, 23:04 - ndz

Buba - ukradnięta od Czesia z "Włatcuf móch". Raczej niemiły prezent w postaci na ten przykład ciosu w potylicę za kradzież pilnika z kosmetyczki i uwalanie go opiłkami modeliny :)

Dziękuję za rady. Już się dokształciłem czytając forum, wątki o giveaway na FajkaNecie i książkę "Nowa - stara fajka" M. Maciejewskiego. Metodę profesorską i wygrzewanie tak czy inaczej zastosuję - palenie fajki zarzucałem jakby wybuchła bomba - po prostu przestałem i już. W dwóch przez ponad 20 lat leżał niedopalony tytoń z popiołem, przewody dymowe niepoczyszczone i takie tam. Przez te lata aromaciki nieco wywietrzały, ale i tak nic przyjemnego, dlatego jadę po całości jak z autem po Dakarze w myjni.

Na szczęście bardzo ładne fajeczki od Kulpińskiego i od Walata przechowały się znośnie, więc tylko poczyściłem co się dało rozpuszczalnikiem do szelaku, delikatnie przetarłem papierem ściernym wnętrza kominów i pali się miło. Przydałoby się lekko odświeżyć z zewnątrz, bo pociemniały i mają osmalone rimy, ale na razie boję się tknąć. Najpierw potrenuję na "real briarach", hehe. Zresztą, o ile umiem to ocenić, nie są lakierowane; nieco szlachetnej patyny nie zaszkodzi, a nie mają jakiegoś niesamowitego usłojenia, które należałoby pokazać światu, więc zapewne poprzestanę na podstawowych zabiegach higienizujących. No i znowu się rozpisałem, przepraszam.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Jak dbać”