Oil curing raz jeszcze...

Historia fajei i ich wytwórców oraz materiałów do wyrobów fajek używanych

Moderator: Moderatorzy

Awatar użytkownika
jar
Moderator
Moderator
Posty: 1642
Rejestracja: 25 listopada 2007, 14:46 - ndz
Lokalizacja: Bydgoszcz
Kontakt:

Re: Oil curing raz jeszcze...

Post autor: jar » 10 lutego 2011, 15:21 - czw

- Myślę, że pewien typ Osób zawsze walczy przede wszystkim o własną satysfakcję. Podstawą dobrej roboty i biorącego się z niej sukcesu jest moim zdaniem "serdeczna i szczera motywacja" pracownika/twórcy/naukowca etc. I ta satysfakcja, poczucie dobrej roboty jest najważniejsze, a ewentualne "miejsce na podium" winno być tego pochodną czy jednym ze skutków rzekłbym ubocznych.

Na pewno wiemy z powyższego wpisu Tomka, iż 20 godzin to za mało. Pewno cały proces włącznie z "wyganianiem" oleju winien trwać kilkanaście-kilkadziesiąt dni. Na pewno aby to było możliwe trzeba mieć pracownię pod ręką z codziennym do niej dostępem i codziennie spędzać w pracowni jakiś czas. Podobnie wiemy że trzeba bardzo starannie dobrac klocek o dobrym uslojeniu, strukturze etc. czyli dobrej jakości.

Czytając o fajkach Straight czy Flame Grain po traktamencie olejowym pragnę tylko przypomnieć, iż wszystkie Duhnille były przez wiele dziesięcioleci poddawane tej procedurze. Czy rzeczywiście nie znamy Dunhilli Straight Grain ? Podobnie: wszystkie Ashtony, a przecież widzieliśmy choćby na sieci Ashtony o takim właśnie usłojeniu. Jeśli mamy klocek Straight Grain który nam popęka na skutek traktamentu olejowego, to być może jego jakość nie jest taka jak być powinną, bowiem przecież nie samo usłojenie czyni jakość danego klocka. Na początku zastanawiałbym się nad miejscem jego pochodzenia, skladem (zwartością krzemionki), i wstępnym suszeniem - jak, ile lat czy dziesięcioleci ? i czy dany klocek był - i - jak - wygotowywany w zwykłej (a może z dodatkami) wodzie zanim trafił w ręce fajkarza ? Ile czasu i jak potem wysychał ? No i dochodzę do domniemania, iż tak długo, jak dana Osoba jest niejako "skazana" na klocki oferowane przez dostawców, a nie dobierane starannie samemu np. w Italii czy innych miejscach występowania wrzośca niejako "na miejscu" tak, jak to robił np. Ś.P. William Ashton Taylor, tak długo może napotykać kłopoty, o których czytamy we wpisie Tomka. Chyba że dostawca/dealer zapewni nas, iż dany klocek nadaje sie do potraktowania wykonanej zeń fajki procedurami oil curing.

Jak zawsze

Jacek A. R.
Im więcej wolno, tym mniej wypada.
Awatar użytkownika
tomasz_z
Fajczarz Weteran
Fajczarz Weteran
Posty: 979
Rejestracja: 20 września 2006, 12:00 - śr
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: Oil curing raz jeszcze...

Post autor: tomasz_z » 10 lutego 2011, 23:36 - czw

Jacku,

dodam tylko w kontekście tzw. mechanicznym (czyt. fizykomechanicznym) - otóż usłojenie, czy nam się podoba, czy nie to jest nic innego jak materiał innej gęstości;

na materiał (każdy) wpływa kilka tzw. czynników zmiennych, choć stałych i są nimi m.in. rozszerzalność termiczna (liniowa) oraz tzw. współczynnik zmiany liniowej w funkcji nasiąkania/orparowania; nakładając oba na siebie (i nie tyle te dwie zmienna) plus wpływ i celowe działanie na gradiencie temperatury - mamy czynniki tzw decydujące; i zanowu czy chcemy czy nie - oba te (i nie tylko te) czynniki powodują, że klocki straight lub flame grain w oil curingu mogą stanowić rzadkość - co nie oznacza, że być ich nie może, lub też mnogość takowych nie oznacza, że większa mnogość stanowiła opał do kominka - bo pękała; co zresztą łatwo udowodnić i teoretycznie i praktycznie;

przyznam szczerze i niechętnie - że nie chce mi się dokładnych dowodów prowadzić, ale znając się na tym (na fizycie, rzecz jasna, a nie na fajkarstwie, - bo w tym, jestem amatorem zaledwie), podaję jedynie przyczynek do tego, że wyjaśnienie istnieje... i konkludując - mixed lub cross grain - zawsze (!!!) sprawdzi się lepiej. jest to tzw. "dowód nie wprost".
follow the white rabbit...
gg# 1668157

http://www.zembrowskipipes.com" onclick="window.open(this.href);return false;
Awatar użytkownika
jar
Moderator
Moderator
Posty: 1642
Rejestracja: 25 listopada 2007, 14:46 - ndz
Lokalizacja: Bydgoszcz
Kontakt:

Re: Oil curing raz jeszcze...

Post autor: jar » 10 lutego 2011, 23:48 - czw

OK. A co zrobić z wynikami wpisania w wyszukiwarkę frazy "Dunhill straight grain" , czy "Ashton straight grain" ?

Jak zawsze

Jacek A. R.
Im więcej wolno, tym mniej wypada.
Awatar użytkownika
KrzysT
Fajczarz
Fajczarz
Posty: 227
Rejestracja: 02 września 2008, 10:00 - wt

Re: Oil curing raz jeszcze...

Post autor: KrzysT » 11 lutego 2011, 09:53 - pt

jar pisze:OK. A co zrobić z wynikami wpisania w wyszukiwarkę frazy "Dunhill straight grain" , czy "Ashton straight grain" ?
Ja bym pani Jacku uznał, że oni mieli po prostu lepiej opanowany proces wraz z jego niuansami. I dlatego im wychodziło - a i pewnie też nie zawsze, ale wiedzy na temat procentu odrzutów i ewentualnych zmian w prowadzeniu procesu odnośnie konkretnego usłojenia (o ile takie w ogóle występowały) zapewne mieć nie będziemy.
Natomiast na inżynierską intuicję, to Tomek ma rację pisząc, że rozkład naprężeń w strukturze w trakcie procesu będzie wyglądał mniej korzystnie w przypadku fajek flame/straight grain. Bo będą one, kolokwialnie mówiąc "ukierunkowane" strukturą drewna, a co za tym idzie - większe w danym kierunku. Mixed/cross grain będą bardziej "wybaczające", bo rozkład naprężeń będzie bardziej równomierny w całej strukturze drewna.
Inaczej mówiąc - myślę, że po obejrzeniu odrzutów z oil curingu charakter pęknięć na straight/flame grainach byłby dość powtarzalny, na mixed natomiast byłby raczej loterią, bardziej związaną ewentualnie z konkretnym shape główki i jej "słabymi punktami" oraz z lokalną niejednorodnością materiału.
Contrarwise, (...), if it was so, it might be; and if it were so, it would be but as it isn't, it ain't. That's logic.
Awatar użytkownika
blij
Fajczarz Weteran
Fajczarz Weteran
Posty: 531
Rejestracja: 27 września 2009, 17:19 - ndz
Lokalizacja: Swarzędz, Poznań

Re: Oil curing raz jeszcze...

Post autor: blij » 11 lutego 2011, 10:20 - pt

KrzysT pisze:Ja bym pani Jacku uznał, że oni mieli po prostu lepiej opanowany proces wraz z jego niuansami. I dlatego im wychodziło - a i pewnie też nie zawsze, ale wiedzy na temat procentu odrzutów i ewentualnych zmian w prowadzeniu procesu odnośnie konkretnego usłojenia (o ile takie w ogóle występowały) zapewne mieć nie będziemy.
Przepraszam, że wtrącę swoje "trzy grosze" do ciekawej dyskusji. Czytałem kiedyś, że po wstępnym przygotowaniu u Dunhilla do dalszej obróbki trafiała niekiedy jedna główka na kilkadziesiąt lub na kilkanaście - w zależności od partii wrzośca. Możemy się tylko domyślać, czy nie było to przypadkiem wynikiem właśnie pękania podczas curingu. Taka liczba odrzutów mogłaby na to wskazywać, ale - co zrozumiałe - żadna firma z wiadomych względów nie rozgłasza chętnie takich informacji.
"...dymu dla nikogo, zapachu dla wszystkich, smaku dla mnie."
Awatar użytkownika
jar
Moderator
Moderator
Posty: 1642
Rejestracja: 25 listopada 2007, 14:46 - ndz
Lokalizacja: Bydgoszcz
Kontakt:

Re: Oil curing raz jeszcze...

Post autor: jar » 11 lutego 2011, 10:28 - pt

W pełni się zgadzam, czy raczej: posiadana przez nas wiedza o zachowaniach struktur materiałów jednoznacznie wskazuje, iż, z radością cytuję:
"rozkład naprężeń w strukturze w trakcie procesu będzie wyglądał mniej korzystnie w przypadku fajek flame/straight grain. Bo będą one, kolokwialnie mówiąc "ukierunkowane" strukturą drewna, a co za tym idzie - większe w danym kierunku. Mixed/cross grain będą bardziej "wybaczające", bo rozkład naprężeń będzie bardziej równomierny w całej strukturze drewna..."
Najważniejsze natomiast wydaje mi się pierwsze zdanie: "oni mieli po prostu lepiej opanowany proces wraz z jego niuansami"...no i mieli czas; może z tego powodu Dunhill (do czego się nie przyznał, ale o ile wiem i nie zaprzeczył) jakoś w latach - znów nie wiemy dokładnie, ale chyba '70 - różni się na ten temat różnie wypowiadają - zmodyfikował swój tradycyjny proces traktamentu olejowego, tak naprawdę (znow powtarzam za mądrzejszymi bywającymi nadal na stałe w kontakcie z Dunhillem/producentem) zarzucając ten tradycyjny proces gdyż time is money, i m.inn. Bill AshtonTaylor powiedział: basta - i stworzył Ashtona. Podawałem, iż proces suszenia trwa dni...powinienem podać: tygodnie a słyszałem/mówiono mi w rozmowach face to face oraz czytałem że i miesiące. To zależało od wielu czynników. Podniosłem temat nie dla polemiki z powyższymi informacjami Tomka i Pańskim przypomnieniem na temat różnych zachowań materiału o różnych strukturach, lecz wychodząc z założenia/pamiętając, iż wiele Dunhilli i Ashtonów charakteryzuje się usłojeniem Straight Grain, a przez wiele dziesięcioleci wszystkie jak rozumiem Dunhille i Ashtony przechodziły proces oil curing.

Na pewno bardzo inetersujące było by dla badacza dotarcie do danych na temat procentu odrzutów. W przypadku Dunhilla jest to o tyle trudne lub zgoła niemożliwe, iż, poza oczywistą tajemnicą firmową, wielka cześć archiwów została zniszczona podczas bombardowań Londynu w czasie Drugiej Wojny Światowej.

Jak zawsze

Jacek A. R.
Im więcej wolno, tym mniej wypada.
Awatar użytkownika
blij
Fajczarz Weteran
Fajczarz Weteran
Posty: 531
Rejestracja: 27 września 2009, 17:19 - ndz
Lokalizacja: Swarzędz, Poznań

Re: Oil curing raz jeszcze...

Post autor: blij » 11 lutego 2011, 15:09 - pt

A co sądzicie o pomyśle, żeby po kąpieli olejowej nie poddawać główki od razu suszeniu i wygrzewaniu, tylko najpierw na jakiś czas zanurzyć w spirytusie? Teoretycznie spirytus może nieco rozrzedzić lub wypłukać olej z główki a sam jak wiadomo świetnie odparowywuje.
No i jeszcze jedna rzecz. Ciekawi mnie, czy główka z gruszy zniosłaby oil curing. Te drewno ma chyba jeszcze więcej niepożądanych substancji, więc tym bardziej można by było poddać je takiemu zabiegowi.
"...dymu dla nikogo, zapachu dla wszystkich, smaku dla mnie."
Awatar użytkownika
JSG
Fajczarz Weteran
Fajczarz Weteran
Posty: 2479
Rejestracja: 19 stycznia 2008, 20:28 - sob
Lokalizacja: Blanki-Warszawa-Wołomin
Kontakt:

Re: Oil curing raz jeszcze...

Post autor: JSG » 11 lutego 2011, 15:30 - pt

blij pisze: No i jeszcze jedna rzecz. Ciekawi mnie, czy główka z gruszy zniosłaby oil curing. Te drewno ma chyba jeszcze więcej niepożądanych substancji, więc tym bardziej można by było poddać je takiemu zabiegowi.
Wydaje mi się że jednak drewno drzew owocowych ma ich zdecydowanie mniej, opierając się na moich organoleptycznych doświadczeniach śmiem twierdzić że wrzosiec ma podobną zawartość garbników co dąb lub ma ich nawet więcej- lub po prostu gorzej się je wypędza, bo dąb stosunkowo łatwo daje się sezonować i pozbawiać tanin, np poprzez płukanie w spirytusie czy po prostu sezonowanie. Drewno drzew owocowych sezonuje się szybko i nie zawiera wielu garbników, o ile fajka wrzoścowa czy dębowa podczas pierwszego palenia jest gorzka i cierpka o tyle fajka z czereśni, wiśni czy jabłoni jest sama z siebie słodka, często długo po wytowrzeniu warstwy węglowej na ściankach komina nadal dosładza tytoń.
Gruszki dostępne na naszym rynku są nie smaczne prawdopodobnie przez proces ich traktowania w produkcji, bejce, prekarbonizacja, może zbyt krótkie sezonowanie- choć drewnu owocowemu wiele nie potrzeba, może tak być tylko w przypadku suszenia naturalnego nie w suszarniach przemysłowych, a zakładam, może mylnie, że materiał używany przez p. B jest jednak suszony tak jak drewno meblowe, czy budowlane.
moim cholernie subiektywnym zdaniem
----------------------------------
Amatorska Pracownia Wytwarzania i Reperacji Fajek
Awatar użytkownika
jar
Moderator
Moderator
Posty: 1642
Rejestracja: 25 listopada 2007, 14:46 - ndz
Lokalizacja: Bydgoszcz
Kontakt:

Re: Oil curing raz jeszcze...

Post autor: jar » 12 lutego 2011, 10:41 - sob

W znanych mi przypadkach nie przyspieszano czy wspomagano np. poźniejszą kąpielą spirytusową procedury olejowej. Ważny jest (poza dobraniem odpowiedniej kompozycji olei) czas, zwłaszcza czas wygrzewania/usuwania wygrzewaniem oleju. R. R. Field wspomina tutaj:
http://www.rdfield.com/Articles/Curing.htm" onclick="window.open(this.href);return false;
...From 1918 onward Dunhill pipes were steeped in a bath of vegetable oil or oils, and then placed on brass heat pegs which stood over heated gas jets. The heat was controlled so that, over a period of weeks the oil would exude from the bowl bringing with it sap, resins, and other impurities...
czyli mowa jest o:
- zanurzaniu - nie wygotowywaniu - główek w kąpielach olejowych
- o tygodniach czasu wygrzewania dla usunięcia oleju.
Pamiętam wypowiedzi w polskim internecie fajkowym wyrażające wątpliwości na temat sensu pozostawienia pozostałości procedury olejowej w strukturach wrzośca. Cóż, z jednej strony nigdy nie słyszałem, a i podczas moich zajęć praktycznych nigdy nie stosowaliśmy dodatkowych kąpieli spirytusowych, główki po kąpielach olejowych były wygrzewane przez kilkanaście-kilkadzisiąt dni. Zachowałem do dziś na pamiątkę jedną fajkę wykonaną takim sposobem podczas takich zajęć i co jakiś czas palę ją z przyjemnością, a w mojej subiektywnej - co podkreślam z całą mocą, prywatnej skali smaku tych samych Va moje Dunhille charakteryzują się smakiem 10/10, a ta fajka mojego wykonania sięga zaledwie 9 - 9.5/10, i klasyfikuję jej smak na równi z kilkoma czy kilkunastoma fajkami marek o pięknej historii z dawnych czasów które nie były poddawane oil curingowi, a które które posiadam i palę co jakiś czas. Z drugiej wszakże strony wiele fajek poddanych procedurom oil curing podczas ich produkcji było później - w ramach ich restauracji - poddawanych "leczniczym" kąpielom w spirytusie. Tak więc daleki jestem od jednoznacznego wypowiedzenia się pro lub contra. Pamiętam tylko, iż fajki poddane oil curingowi charakteryzują się specyficznym, cenionym przez wielu smakiem, aczkolwiek te "humanizowane" lata poźniej w spirytusie także smakują wybornie. Być może fajka po traktamencie olejowym podczas jej opalania nabiera takiego odpowiadającego mi smaku, który nie do końca zanika nawet jeśli dana fajka dostanie się w ręce "pana niechluja" i potem będzie ratowana kąpielami spirytusowymi ? nie wiem, nie chcę sprawiać wrażenia jakiegoś fanboy'a marki, interesuje mnie optymalny dla mnie smak. Paliłem i palę samemu i takie i takie, i paląc w nich te same tytonie (Va) nie odczuwam osobiście zasadniczych różnic smakowych.

Jeśli chodzi o inne niż wrzosiec mteriały, a więc i o gruszę, to myślę iż na początku winno się dokładnie rozpoznać jakie to niepożądane substancje należy wypłukać i wówczas będzie łatwiej zastanawiać się nad ewentualnym zastosowaniem takiej czy innej kuracji kąpielowej. Sądzę, iż głównym "przeciwnikiem" nie będzie, jak w przypadku wrzośca, czy słusznie przypomnianego przez Pana Jana JSG dębu tanina czy kwas taninowy, a pewno jakieś smółki, no i pewno najróżniejsze inne "soki". Warto by też było rozeznać dokładnie charakter struktury tych materiałów, czyli - głębiej "zanurkować" w materiałoznawstwo, bowiem w przypadku wrzośca -
...Advocates of this system feel that the fibers in the wood are somehow changed, made more durable and able to withstand higher temperatures than an air cured or kiln cured pipe.
czyli - kąpiel/traktament olejowy wpływa na utwardzenie i większą odporność na temperaturę tak potraktowanego materiału, co powtarzam tu za już przywołanym tekstem R. D. Fielda. Teksty na inne tematy fajkowe tego - zakładam że nie obcego nam autora są np. tu:
http://www.rdfield.com/Articles/Publish ... ticles.htm" onclick="window.open(this.href);return false;
Jak zawsze

Jacek A. R.
Im więcej wolno, tym mniej wypada.
Awatar użytkownika
jar
Moderator
Moderator
Posty: 1642
Rejestracja: 25 listopada 2007, 14:46 - ndz
Lokalizacja: Bydgoszcz
Kontakt:

Re: Oil curing raz jeszcze...

Post autor: jar » 25 lutego 2011, 20:55 - pt

Myślę, że warto prześledzić ten oto wątek:
which pipes are oil cured?
http://www.smokersforums.co.uk/showthread.php?t=83733" onclick="window.open(this.href);return false;

Jak zawsze

Jacek A. R.
Im więcej wolno, tym mniej wypada.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fajki - czasy, miejsca, wykonawcy, materiały, warsztat”